refleksja nad zespołami założycielskimi, które najbardziej podziwiam (i zawsze dążę do zbudowania): - stworzyli coś gorącego, a nie dołączyli do czegoś gorącego (i znosili wątpliwości / niezrozumienie ze strony przyjaciół przez kilka lat). - zajęli się branżą lub sprawą, która była gotowa na przekształcenie i nową wizję, a nie „jeszcze jednym” produktem. - gdy trawa była zielona po drugiej stronie ((wielkie nagłówki o wycenach, szum „popularnych startupów” (które ironicznie mają tendencję do bycia wypychanymi, zbierają zbyt dużo funduszy i masowo rozwadniają udziały pracowników, a także oferują bardziej krótkowzroczne role dla młodszych talentów)), po prostu trzymali głowy nisko i budowali. - zdali sobie sprawę, że trzymanie się razem wystarczająco długo, aby to zrozumieć, to prawdziwa przewaga konkurencyjna przy budowaniu czegoś nowego. - ich liderzy proaktywnie przydzielali udziały i możliwości w oparciu o to, kto najbardziej wpływał na postęp - często ignorując tradycyjne pasma wynagrodzeń lub poziomy. - cenili komunikację, kulturę i zaangażowanie wobec siebie - zawsze dążąc do iteracji, gdy coś nie wydawało się w porządku, i zachęcając ludzi, którzy „nie rozumieli” (wszystkiego powyższego), do odejścia.